Retencja nie tylko wody. Czego mogą nas nauczyć słoiki z wiśniami?
Retencja nie tylko wody. Czego mogą nas nauczyć słoiki z wiśniami?
Za oknem niemal 40°C. W mediach i Internecie od rana królują informacje o rekordowych temperaturach, ostrzeżeniach i sposobach na przetrwanie upału.
My tymczasem zrobiliśmy coś zupełnie innego.
Wczoraj wieczorem zebraliśmy z drzewa półtora wiaderka dojrzałych wiśni. Nie takich z supermarketu, ale starych, dobrze znanych odmian, które wielu pamięta jeszcze z ogrodów swoich dziadków. Dzisiaj rano, zanim słońce na dobre rozgrzało powietrze, usiedliśmy przy stole i przez blisko dwie godziny drylowaliśmy owoce. Kilkanaście słoików trafi do spiżarni.
I wtedy pojawiła się pewna myśl.
Przecież to też jest... retencja.
Nie retencja wody, lecz retencja plonów.
Od setek lat ludzie robią dokładnie to samo. Kiedy natura daje więcej, niż jesteśmy w stanie wykorzystać od razu, nie pozwalamy temu się zmarnować. Suszymy zioła, przechowujemy zboże, robimy przetwory, zamrażamy owoce i zamykamy je w słoikach. Zachowujemy nadmiar na czas, kiedy będzie go mniej.
Dokładnie na tej samej zasadzie działa retencja wody.
Podczas intensywnych opadów nie chodzi o to, aby jak najszybciej pozbyć się każdej kropli. Wręcz przeciwnie. Warto ją zatrzymać tam, gdzie spadła, zmagazynować i wykorzystać wtedy, gdy nadejdą tygodnie bez deszczu.
To prosta idea gospodarowania zasobami.
Nie marnować nadmiaru. Zachować go na później.
Może właśnie dlatego temat retencji jest tak intuicyjny. Choć dziś kojarzy się z ogrodami deszczowymi, zbiornikami retencyjnymi czy błękitno-zieloną infrastrukturą, jego podstawowa zasada towarzyszy człowiekowi od pokoleń.
Dawniej były to piwnice pełne przetworów i worków zboża.
Dzisiaj są to również zbiorniki na deszczówkę, zielone dachy czy podziemne systemy retencyjne.
Technologia się zmienia, ale sposób myślenia pozostaje ten sam.
Przy okazji tegorocznych wiśni przypomnieliśmy sobie jeszcze jedną rzecz. Nie wszystko musi trafić do słoików. Kilka miseczek świeżych owoców zostało na stole i zniknęło znacznie szybciej, niż trwało ich drylowanie. A na drzewie zostało jeszcze trochę wiśni – specjalnie do podjadania.
Bo retencja to nie sztuka gromadzenia wszystkiego.
To sztuka mądrego korzystania z tego, co daje nam natura.
I chyba właśnie tego mogą nauczyć nas zwykłe słoiki z wiśniami.